Posty

Wyświetlanie postów z 2018

Deadbolt | Recenzja

Obraz
Mówiłem, że nie będę robił recenzji? Zmieniłem zdanie. Nigdy bezmyślnie nie otwieraj drzwi, kiedy słyszysz donośne pukanie. Możliwe, że to sama śmierć próbuje wejść do twojego domu... Klimat, wysoki poziom trudności, nutka frustracji i doskonała ścieżka dźwiękowa . Tak opisałbym Deadbolta, jeśli od spotkania z ponurym żniwiarzem dzieliłoby mnie ostatnie kilka sekund życia. Tak zgadza się, ostatnie chwile swojego marnego żywota poświęciłbym na szybkie "zrecenzowanie" gry komputerowej. To się nazywa pasja... Skrypt roku Dzisiaj na tapet weźmiemy sobie grę o samej Śmierci, która przybywa na Ziemię w celu totalnej anihilacji nieumarłych, objawiających szczególną słabość do tajemniczego narkotyku... Brzmi dziwnie? Dodajcie do tego fakt, iż misje dla protagonisty daje ogień płonący w jego kominku... Na dodatek mówi on wierszem.  Fabuła w Deadbolt nie gra głównych skrzypiec, jest szczątkowa, co nie zmienia faktu, że w swoim absurdzie oraz prostocie jest całkiem ciek...

Z życia gracza #5

Obraz
Witam Cię bardzo serdecznie! Jak pewnie wiesz, jakiś czas temu obchodziliśmy sławny Czarny Piątek. Mam nadzieję, że nie spotkała Cię żadna przykrość związana ze zderzeniem się z wściekłym tłumem goniącym bezmyślnie za przekreślonymi cenami i tak jak mi udało Ci się trochę skorzystać na tej całej morderczej bieganinie. Ja oczywiście swoje pieniądze postanowiłem wydać na wirtualną rozrywkę i jeśli śledzisz mnie na Facebooku zapewne kojarzysz tytuły, które udało mi się wyhaczyć. Jeśli jednak ominęła Cię ta niewątpliwa przyjemność przeżywania ze mną błogosławieństwa steamowej wyprzedaży zachęcam do polubienia mojego "fanpejdża", aby nie tracić już więcej...  Przejdźmy jednak do właściwej części " Z życia gracza". Co tam u mnie? W co obecnie gram? Kurcze mam wrażenie, że we wszystko... Połów pereł Tak nazwałbym finalną wersję mojego koszyka podczas jesiennej wyprzedaży Steam. Miałem mocno ograniczony budżet (ok. 150 zł), więc starałem się wyjść z ca...

PIASKOWNICA DLA KOWBOJÓW - RED DEAD REDEMPTION 2

Obraz
Jak zostałem rewolwerowcem Na ten dzień czekałem cholernie długi czas. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz podniosłem się z łóżka tak uradowany. Czułem, że nic nie może popsuć mi humoru. Dwudziesty szósty...Premiera Red Dead Redemption 2. Jadąc tramwajem na uczelnie wyglądałem z moim bananem na twarzy na tyle dziwnie, że ludzie zdawali się ukradkiem odsuwać jak najdalej od mojej osoby. Nie przeszkadzało mi to, ale zapewne wyglądało dość zabawnie. Uśmiech nie znikał nawet podczas wykładów na uczelni, ale czas zdawał dłużyć się aż za bardzo. Po zakończonych zajęciach nadzwyczaj szybkim tempem pomaszerowałem w kierunku najbliższej galerii handlowej. W głowie miałem tylko jedno zapętlone w nieskończoność zdanie, : "Błagam niech ta gra tam będzie". Była. Zgarnąłem produkt z półki z szybkością godną Billy'ego the Kid'a i udałem się do kolejki. Przede mną stało kilka osób. Tak się złożyło, że zdecydowana większość z nich udała się do sklepu w tej samej intencji co ja. Cóż...

Tort z Nowego Yorku - Marvel's Spider Man

Obraz
Pamiętasz jak mówiłem, że poświęcę oddzielny post niezwykle ważnemu aspektowi Marvel's Spider Man? Mógłbym potrzymać Cię dłużej w niepewności, ale obawiam się, że tytuł wpisu rozwiewa wszelkie wątpliwości. Myślisz, że Peter Parker jest głównym bohaterem najnowszej gry ze stajni Insomniac Games? Pozwól, że pokażę ci jak bardzo się mylisz... "Witaj Nowy Yorku" Pierwszą styczność z najlepszym aspektem nowego superbohaterskiego exclusiva Playstation mamy już na samym początku gry. Insomniac Games nie bawi się w nudną narrację, ani opowiadanie historii, którą każdy zna już na pamięć. Gracz od razu zostaje wrzucony w wir akcji i w rytmach rockowej muzyki ma możliwość zakosztowania najlepszego kawałka tortu przygotowanego przez twórców MSM. Póki co jest to jedynie mały kęs, który jednak pobudza kubki smakowe tak bardzo, że te zaczynają błagać o więcej... Pierwszy kontakt z Nowym Yorkiem po prostu powoduje te przyjemne ciary, które wszyscy doskonale znamy. Zachwyt - t...

Z życia Gracza #4(?)

Obraz
*Znowu gotowy do gry* No siemanko. Mam dla Ciebie pewną propozycję. Ty będziesz udawał/ła , że mój blog wcale nie umarł na kilka miesięcy, a ja obiecam ci poprawę i dostarczę regularne posty. 100% legit no scam. To jak będzie? Umowa stoi? No to lecimy. Może najpierw odpowiem na parę Twoich pytań. Co tam u ciebie drogi Mały Szary Graczu? Jak miło, że pytasz! Dość dużo zmieniło się ostatnio w moim życiu. Studia, nauka, ciągły stres, salta w przód i w tył. Mam wrażenie, że nie ma sensu narzekać, więc robić tego nie będę. Nie teraz. Może później. Powiem jedynie, że przez ostatni czas życie gracza było dość skromne, jeśli chodzi o samo granie. Ledwie udawało mi się 'ponaparzać'  przysłowiową godzinkę dziennie i najczęściej była to sesyjka ze starym dobrym Skyrimem (tym razem w edycji 'Special'). Minęło tyle czasu, a mi udało się jedynie ukończyć jeden z dodatków, a mianowicie Dawnguard. Jak wrażenia z rozgrywki? Co tu dużo mówić. Stary dobry Skyrim, który je...

Gra inna niż wszystkie

Obraz
Słyszeliście kiedyś o Dark Souls? Jest to japoński action RPG wyprodukowany przez From Software. Większość ludzi, którzy nie mieli bezpośredniej styczności z serią, a kojarzą ją jedynie z opinii innych graczy, tworzy sobie wyobrażenie gry, która jest po prostu bardzo trudna. Marketingowcy zajmujący się promowaniem marki stawiają bardzo często na lansowanie właśnie tego konkretnego aspektu gry. Fakt, iż w Soulsach umrzemy dziesiątki, jak nie setki razy, nie definiuje tej produkcji jako zwykłego wyzwania dla hardkorowych graczy. Seria Dark Souls to przede wszystkim niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju przygoda, której po prostu nie da się zapomnieć. Zapraszam wszystkich do poznania opowieści o casualu, który z kolorowego świata mainstreamowych gier trafił wprost do piekieł hardcoru. Piekieł, które mimo swej brutalności i odmienności okazały się światem niezwykłym, budzącym zarówno zachwyt jak i odrazę, a emocje towarzyszące podróżnikowi przemierzającemu nieznane mu dotąd krainy wah...

Z życia gracza #3

Obraz
Witam bardzo serdecznie wszystkich znudzonych podróżników internetu. W tym poście ujrzycie kontynuacje serii, której historia sięga początków tego bloga. Dożyliśmy momentu, kiedy pojawia się trzeci post należący do rodziny tych zatytułowanych "Z życia gracza", co oznacza, że po raz kolejny udało mi się ruszyć swoje tłuste cztery litery przed ekran monitora, aby podzielić się z wami swoimi growymi doświadczeniami z ostatnich dni. Tak wiem, że jest to praca porównywalna do roboty w kamieniołomie, aczkolwiek stwierdziłem, że dla Was warto. Ostatnimi czasy gram jedynie późnymi wieczorami. Wynika to z faktu, iż co jakiś czas muszę odwiedzić swoje miejsce pracy i poddać się czynnościom równie ciekawym co żmudne farmienie znikomej ilości expa na niskolewelowych przeciwnikach w MMO ( Tak, to nowy level geekowych porównań. Najwidoczniej granica pomiędzy żywotem normalnego człowieka a byciem totalnym nolifem coraz bardziej się u mnie zaciera). Ale przejdźmy w końcu do sedna...

Zostałem wgnieciony w krzesło...

Obraz
Warframe jest darmową, kooperacyjną grą akcji MMO, traktującą o kosmicznych ninja. Brzmi intrygująco? Dodajcie do tego dziesiątki oryginalnych broni, różnorodne klasy postaci, rozwinięte oraz kulturalne community, rozgrywkę pełną akcji, ciekawe questy fabularne oraz wszechobecny grind. Tak prezentuje się Warframe w kilku słowach. Jest to gra, z którą jestem związany już od kilku lat. Zwykle zajmuję się nią przez dłuższy czas, a następnie robię sobie kilkutygodniową przerwę i ponownie do niej wracam. Taką właśnie taktyką przez kilka lat nabiłem na steamowym liczniku 1055 godzin. Czy żałuję? Zdecydowanie nie! Warframe jest produkcją, która trafia do mnie niemalże pod każdym względem. Uwielbiam handlować z innymi graczami, dopieszczać buildy postaci, bić własne rekordy oraz spędzać godziny na zajmowaniu się zaskakująco rozbudowanymi kwestiami kosmetycznymi. Możliwości personalizacji postaci, statku, siedziby klanu, broni, towarzyszy są tak rozwinięte, że niektórzy fani kosmicznych ninj...

Jak gry komputerowe pomogły mi zdać maturę?

Obraz
Witam wszystkich, z tej strony Wasz ulubiony, rzetelny i wcale nie leniwy bloger. Ostatni post na tej zacnej stronie pojawił się jakieś 3 lub 4 miesiące temu, więc pomyślałem, że czas najwyższy dać o sobie znać. Nie mam zamiaru tłumaczyć swojej nieobecności. Może byłem zbyt zajęty przygotowaniami do matury albo po prostu mi się nie chciało ruszyć tyłka do zrobienia czegokolwiek. Ale hej, jestem z powrotem! Pewnie nikt z Was nie zastanawiał się co u mnie. Już spieszę z odpowiedzią wy ciekawskie skurczybyki. Okres maturalny był dla mnie jednym z bardziej stresujących okresów w moim życiu. Byłem niestety zmuszony pisać egzamin dojrzałości z gorączką, kaszlem, (który na siłę próbowałem zdusić, aby inni maturzyści w sali nie pobili mnie ze złości po zakończonym egzaminie) oraz toną chusteczek na ławce. Na prawdę, było ich tam tyle, że z łatwością mógłbym ukryć za nimi laptopa i nikt by nie zauważył...Koniec końców udało się jakoś przebrnąć przez to maturalne piekło i nafaszerowany leka...

Z życia gracza #2

Obraz
Ten post miał zostać napisany i opublikowany wczoraj, jednakże zaskoczony przez marcową śnieżycę spędziłem pół dnia na uprzątaniu podjazdu oraz podwórka z kilkunastocentymetrowej warstwy białego puchu. Kiedy moja robota dobiegła końca, udałem się do domu w celu przygotowania obiadu, bo głód dawał się we znaki niemiłosiernie. Przyznam bez bicia, kucharzem dobrym nie jestem... Kuchnię odwiedzam raczej w celu czyszczenia lodówki niżeli przygotowywania strawy. Niestety nadszedł dzień, kiedy postanowiłem, że spróbuję swoich sił w sztuce kulinariów. I cholera, to był najgłupszy pomysł, na jaki mogłem wpaść. Nie dość, że przypaliłem kotlety i nie dosoliłem ziemniaków, to jeszcze oparzyłem sobie dłoń gorącym olejem, który prysnął z patelni po tym, jak "położyłem" na niej kawałek mięsa... Resztę dnia spędziłem klnąc na cały dom z ręką w misce z lodowatą wodą. Na szczęście jedzenie było zjadliwe i dzień później nie odczuwam żadnych skutków ubocznych spożycia mojej potrawy, więc myślę, ...

Z życia gracza #1

Obraz
Cześć wszystkim. Pamiętacie mój post o jakże oryginalnej nazwie "Co robię jak nic nie robię?"? Postanowiłem, że pociągnę tę tradycję i co tydzień ponarzekam trochę na życie oraz podzielę się z Wami wrażeniami z gier, które obecnie hulają w napędzie mojej konsoli i komputera. Wszystkie wpisy o tej tematyce od dzisiaj będą nosiły nazwę "Z życia gracza". Zobaczymy, jak długo będzie chciało mi się to ciągnąć. Na pewno znajdzie się ktoś wśród Was, kto zapyta: "Co tam u Ciebie mój ulubiony blogerze?". Odpowiedź znajdziecie poniżej. (Tekst ma charakter archiwalny. Został napisany jakiś czas temu. Wstawiam go dopiero teraz, gdyż wcześniej moje oczy w kontakcie z niebieskim światłem monitora obficie łzawiły, co skutecznie uniemożliwiało mi pracę na komputerze.) Do tej pory nie wiem, czy mam tak słabą odporność, czy może tak ogromnego pecha... Całkiem niedawno wstałem z łóżka po chorobie, a teraz znowu muszę do niego wraca...

Krocząc w mroku

Obraz
Od mojego celu dzieliło mnie zaledwie kilka metrów.  Pochylony powoli przesuwałem się wzdłuż ściany, szukając ukrycia w ciemnościach. Starannie planowałem każdy krok. Stąpałem spokojnie, kontrolując każdy oddech. Wreszcie znalazłem się za Jego plecami. Chwyciłem za sztylet i płynnym ruchem ostrza zgasiłem płomień życia mojego nemezis. Ostatni raz spojrzałem mu w oczy. To był już koniec. Requiescat in pace... Bastardo. Finezja ponad wszystko Jestem tym typem gracza, który raczej stroni od wyrzutni rakiet, minigunów, wybuchów i przesadnego rozlewu krwi na ekranie monitora. Nie oznacza to, że nie potrafię bawić się dobrze grając w God of War, Grand Theft Auto, Saints Row czy Prototype, ale to właśnie skradanki skradły (hehe) moje serce. Ciche podejście do rozgrywki jest zdecydowanie moim ulubionym. Dlaczego? Powodów jest wiele i pierwszym z nich wcale nie jest to, że ninja są fajni. To jest na drugim miejscu.  Podstawowym atutem skradanek jest zapewniająca adrena...