PIASKOWNICA DLA KOWBOJÓW - RED DEAD REDEMPTION 2


Jak zostałem rewolwerowcem



Na ten dzień czekałem cholernie długi czas. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz podniosłem się z łóżka tak uradowany. Czułem, że nic nie może popsuć mi humoru. Dwudziesty szósty...Premiera Red Dead Redemption 2. Jadąc tramwajem na uczelnie wyglądałem z moim bananem na twarzy na tyle dziwnie, że ludzie zdawali się ukradkiem odsuwać jak najdalej od mojej osoby. Nie przeszkadzało mi to, ale zapewne wyglądało dość zabawnie. Uśmiech nie znikał nawet podczas wykładów na uczelni, ale czas zdawał dłużyć się aż za bardzo. Po zakończonych zajęciach nadzwyczaj szybkim tempem pomaszerowałem w kierunku najbliższej galerii handlowej. W głowie miałem tylko jedno zapętlone w nieskończoność zdanie, : "Błagam niech ta gra tam będzie". Była. Zgarnąłem produkt z półki z szybkością godną Billy'ego the Kid'a i udałem się do kolejki. Przede mną stało kilka osób. Tak się złożyło, że zdecydowana większość z nich udała się do sklepu w tej samej intencji co ja. Cóż, za cudowne uczucie, znaleźć bratnią duszę i dzielić z nią swoje emocje...
Dalej poszło już z górki. Złapałem pierwszy powrotny tramwaj, otworzyłem drzwi do mieszkania, rozerwałem zębami folię z opakowania, włożyłem płytę do napędu... Instalacja. Szybciej...Szybciej!!
Instalacja zakończona.
Aktualizacja...
Prawdziwy kowboj musi być cierpliwy. Rozbiłem więc obóz tuż pod ekranem monitora, rozpaliłem ognisko i czekałem.

Moja cierpliwość opłaciła się. Nowa gra od Rockstar Games porwała mnie już od pierwszych sekund nie tylko swoją oprawą graficzną, ale także dojrzałą, wielowątkową historią i ciekawie zarysowanymi postaciami. Jak pewnie wiesz ludzie z Rockstar Games mają świra na punkcie szczegółów. Twórcom udało się zbudować różnorodną wizualnie mapę i upchać do niej masę aktywności. Jest tego tyle, że nawet nie wiem od czego zacząć...Albo dobra, już wiem!

Dobry czy Zły Kowboj

Gra oferuje prosty system karmy. Arthur Morgan - główny bohater kowbojskiej opowieści będzie  różnie postrzegany przez otaczający go świat, w zależności od popełnionych czynów. Jeśli obierzemy drogę bandyty, który rabuje wszystkich i wszystko co spotka na swojej drodze oraz z zimną krwią zabija bogu ducha winnych obywateli, za naszą głowę zostanie wyznaczona nagroda. Chyba, że w naszych przestępstwach będziemy na tyle perfekcyjni i ostrożni, że nie pozostawimy żadnych świadków. System pościgu w nowym Red Deadzie jest zupełnie inny od tego, który znacie z GTA. W grze nie mamy do czynienia z wszystkowiedzącą policją, która zaczyna pościg już w momencie wyciągania przez gracza pistoletu. Organy ścigania muszą najpierw zostać o przestępstwie powiadomione. Dopiero wtedy wyruszają z miasta do wskazanego przez świadka miejsca zbrodni i tam rozpoczynają oględziny. Jeśli znajdą tam gracza, wtedy dopiero rozpoczyna się pościg. Kolejną różnicą w stosunku do Wielkiej Kradzieży Samochodowej jest to, że nasze działania rzeczywiście przynoszą konsekwencje. Jeśli myślicie, że po godzinnej walce z policją i mordowaniu setek ludzi schowacie się gdzieś za rogiem i po przeczekaniu kilku minut wasze grzechy zostaną wam odpuszczone to grubo się mylicie. W zależności od wagi popełnionego przez Arthura przestępstwa nagroda za jego głowę się zwiększa. W konsekwencji tego będzie on poszukiwany na określonym obszarze, a łowcy nagród zdecydują się na własną rękę tropić bohatera.
Jeżeli natomiast postanowimy być dobrym kowboyem, szacunek w oczach innych przyniesie nam przeróżne benefity. Przykładowo będziemy mogli robić zakupy za niższą cenę lub zyskamy dostęp do specjalnych strojów.

Arthurku ubierz się, robi się zimno

Mapa, po której przyjdzie nam się poruszać to region niezwykle zróżnicowany. Znajdziemy tam ośnieżone szczyty, rozległe lasy, ponure bagna czy palone słońcem pustkowia. W każdym z tych miejsc napotkamy inną faunę, florę i kolejne czyhające na gracza niebezpieczeństwa. O rozsianych dookoła misjach pobocznych, "znajdźkach" i losowo generowanych sytuacjach nie wspominając. Zwiedzanie mapy w nowym RDR przynosi cholerną frajdę! Twórcy postarali się, aby Nowy Hanover i okoliczne stany nie były nudnymi miejscami i wpakowali do nich masę kontentu.
Zanim jednak wyruszymy w drogę warto pamiętać o różnych strefach klimatycznych i przygotować sobie odpowiednie odzienie. Strój, jaki Arthur ma na sobie jest nie tylko wizualną skórką. W celu zachowania pełni zdrowia musimy dobierać nasz ubiór odpowiednio do panującej na zewnątrz temperatury. Jeśli się do tego nie zastosujemy nasz bohater może się przegrzać lub zmarznąć. Na szczęście koń Arthura może pomieścić w swoim bagażu nawet do trzech zestawów ubrań, które możemy personalizować w obozie.

Worek z zabawkami

Jak według Ciebie powinien wyglądać dobry sandbox? Zapewne musi mieć dobrze zrobiony, otwarty  świat, który tworzy iluzję pełni swobody. Musi mieć zawartość starczającą na długie godziny zabawy. Odpalenie RDR2 jest jak wejście do ogromnego sklepu z zabawkami z przywilejem korzystania ze wszystkich jego dóbr. Aby wyróżnić wszystkie aspekty produkcji i przy okazji krótko je opisać, musiałbym poświęcić kilka stron  i masę Twojego czasu. Pozwól więc, że po prostu wymienię Ci niektóre z aktywności oferowanych przez grę.

Gotowy? No to lecimy:
- polowanie (zaskakująco dobrze i realistycznie dopracowane)
- granie w kości, pokera lub inne gry hazardowe
-napady (na np. pociągi, sklepy, ludzi)
-kradzieże pojazdów oraz koni w celu sprzedaży "na czarno"
- łowienie ryb (jedna z moich ulubionych aktywności!!)
- rozwijanie obozu
- polowanie na przestępców
- bycie totalnym chamem dla wszystkich (taak to też jedna z moich ulubionych opcji)
- wszczynanie burd w saloonie
- pościgi, wybuchy i nabijanie jak najwyższej nagrody za swoją głowę ( bo czemu by nie)

Mógłbym tak jeszcze wymieniać i wymieniać...

*Wild Western Music playing*

Klimat, klimat i jeszcze raz klimat. Rockstar w swojej grze idealnie wyważył realizm z grywalnością, dzięki czemu produkt ocieka tak cholernym kowbojskim klimatem, że moje PS4 wita się ze mną słowami "Howdy, Partner!", a ja nie umiem zasiadać do gry inaczej niż w kapeluszu. 
Wszystkie małe czynności, jak konieczność czyszczenia broni, jedzenia i picia, pielęgnacja konia, a także smaczki w postaci powstawania zabrudzeń na skórze i ubraniu głównego bohatera sprawiają, że poziom immersji jest na tyle wysoki, by wciągać gracza na długie godziny. Wszystko tutaj jest wypchane szczegółami, przemyślane i dopracowane. Dodajcie do tego jeszcze świetne udźwiękowienie (szczególnie przypadły mi do gustu odgłosy lasów oraz muzyka) i dobrą, dojrzałą fabułę. Twórcy serwują nam historię niejednolitą, ciekawą, pełną zwrotów akcji oraz doskonały miks emocji, które wywiera ona na odbiorcy. Przy nowym Red Dedzie można się śmiać, a niedługo potem płakać, sceny pełne adrenaliny wymieszane są z powolnymi, sielskimi scenami, które stanowią swoisty antrakt od widowiskowych strzelanin. Poznawanie losów Arthura Morgana jest po prostu ciekawe i wciągające. W pewnym momencie gry postanowiłem chwilowo olać wszystkie poboczne aktywności, byle szybciej dowiedzieć się jak zakończą się pewne wątki. Warto wspomnieć, że robię tak naprawdę rzadko, gdyż jestem osobą, która lubi najpierw "wyczyścić sobie mapę", a dopiero później kontynuować wątek fabularny. Chylę czoła przed Rockstarem. Produkty takie jak Red Dead Redemption utrzymują mnie w przekonianiu, że gry mogą być sztuką. Jest to jeden z tych tytułów, w które po prostu trzeba zagrać.

Co tu więcej mówić. Wracam do grania. Tobie polecam to samo.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Z życia gracza #2

Z życia gracza #6

Z życia gracza #3