Jak gry komputerowe pomogły mi zdać maturę?
Witam wszystkich, z tej strony Wasz ulubiony, rzetelny i wcale nie leniwy bloger. Ostatni post na tej zacnej stronie pojawił się jakieś 3 lub 4 miesiące temu, więc pomyślałem, że czas najwyższy dać o sobie znać. Nie mam zamiaru tłumaczyć swojej nieobecności. Może byłem zbyt zajęty przygotowaniami do matury albo po prostu mi się nie chciało ruszyć tyłka do zrobienia czegokolwiek. Ale hej, jestem z powrotem! Pewnie nikt z Was nie zastanawiał się co u mnie. Już spieszę z odpowiedzią wy ciekawskie skurczybyki.
Okres maturalny był dla mnie jednym z bardziej stresujących okresów w moim życiu. Byłem niestety zmuszony pisać egzamin dojrzałości z gorączką, kaszlem, (który na siłę próbowałem zdusić, aby inni maturzyści w sali nie pobili mnie ze złości po zakończonym egzaminie) oraz toną chusteczek na ławce. Na prawdę, było ich tam tyle, że z łatwością mógłbym ukryć za nimi laptopa i nikt by nie zauważył...Koniec końców udało się jakoś przebrnąć przez to maturalne piekło i nafaszerowany lekami wyrywałem kolejne kartki z kalendarza. Czułem się jak Bear Grylls w samym środku dżungli, a nie jak rudy małolat na jakimś sprawdzianie w szkole. To była walka o życie...
Nadszedł moment, kiedy to przyszło mi się zmierzyć z ustną maturą z języka polskiego. Mam ogromne trudności z odpowiednim i płynnym wysławianiem się w sytuacjach stresowych, więc byłem przygotowany na najgorsze i podchodziłem do egzaminu na zasadzie "byle 30 procent". Dodatkowo w ten dzień miałem całkiem dobry humor, ponieważ tuż po odbębnieniu ustnej matury wybierałem się z dziewczyną do kina. Nie był to zwykły wypad, ponieważ tego dnia w kinie leciał przedpremierowy pokaz filmu "Deadpool 2", na który bilety ogarnęła moja druga połówka. Od tamtego dnia zbieram na pierścionek zaręczynowy. Ale wróćmy do tematu maturki. Czekałem przed klasą jakieś pół godziny słuchając w panice jak moi rówieśnicy przygotowywali się do tej chwili przez ostatnie miesiące, które ja wolałem przeznaczyć na soczyste naparzanie w gierki. Nagle drzwi piekielne uchyliły się, a ze środka oprócz polarnego chłodu i woni porażki dobiegł demoniczny głos wywołujący moje imię. Przełknąłem ślinę i wszedłem do środka. Uśmiech, który nie znikał z mojej twarzy był bardziej skurczem niżeli odzwierciedleniem moich emocji. W ławce przede mną siedziały dwie panie, które jakimś cudem nie wyglądały jakby chciały złożyć mnie w ofierze samemu Lucyferowi....Wręcz przeciwnie, wyglądały całkiem miło. Poziom mojego stresu obniżył się na kilka sekund. Kiedy jednak wybrałem arkusz maturalny i spojrzałem na niego, natychmiastowo załączył mi się plik wykonywalny o nazwie "O_kurwa.exe". Pot lał się z czoła, ręce zaczęły się trząść, a serce postanowiło skusić się na sesję padaczkowego breakdance'u.
Zadanie brzmiało następująco: "Jak autorzy tekstów kultury pokazują postacie historyczne? Odwołaj się do podanego fragmentu "Potopu" Sienkiewicza".
Stres sięgnął zenitu. Zaczęła się walka z czasem i z własnym sobą. Nagle poczułem jak cała wiedza nabyta przez te wszystkie lata edukacji zniknęła z mojej głowy niczym konto gimbusa po udostępnieniu na facebooku porno z upośledzonymi karłami w strojach power rangersów. Cudem udało mi się coś wywnioskować z podanego tekstu, mimo tego, że z podanym dziełem niewiele miałem do czynienia. Gorzej było z przykładami. Szczerze przyznam się, że historia nigdy nie była moim konikiem i raczej nie potrafię z miejsca przypomnieć sobie książek, w których pojawiały się wydarzenia lub postacie historyczne, które znam do tego stopnia by swobodnie się o nich wypowiadać. Przypomniał mi się nagle film "300"...Od biedy może posłużyć jako przykład, ale nie starczyłby mi nawet na trzy minuty mojej wypowiedzi. I wtedy mnie olśniło. Gry! Całe życie napieprzam w gry. Zagrałem w swoim życiu w setki tytułów, więc na pewno coś znajdę! No i znalazłem. Assassin's Creed, które jako pomieszanie historii i fikcji kreuje świat z masą postaci historycznych z różnych okresów ludzkiego żywota. Poczułem się jakbym rozbił bank. O tej marce mógłbym gadać godzinami. Na szybko wysnułem pewne wnioski, porobiłem notatki, z których swoją drogą i tak później nie skorzystałem, bo wkręciłem się tak bardzo, że kompletnie o nich zapomniałem. I tak właśnie z totalnego braku pomysłów zrobił się ich aż nadmiar.
Koleżanka, która zdawała maturę przede mną skończyła mówić. Byłem w szoku. Przecież to niemożliwe, żeby piętnaście minut minęło tak szybko. A jednak...Teraz nie było już odwrotu. Raz kozie śmierć. Usiadłem tam, zacząłem swoją wypowiedź starając się stworzyć w miarę sensowny wstęp, w którym to zaznaczyłem, że postacie historyczne mogą być pokazywane w tekstach kultury różnorodnie i w dużej mierze zależne jest to od stosunku autora do postaci lub "światła" w jakim ów człowiek ma zostać pokazany. Następnie odniosłem się do podanego tekstu i zacząłem mówić o temacie, który jest mojemu sercu najbliższy. Dalej poszło już z górki. Użyłem przykładów takich jak np. Leonardo da Vinci, który był przyjacielem Ezio Auditore w "Assassin's Creed", czy Czarnobrody przedstawiony w czwartej odsłonie serii. Miejsce w mojej argumentacji zajął także Adolf Hitler poniekąd sparodiowany w nowszych odsłonach Wolfenstein'a. Wszystko udało mi się połączyć w spójną i sensowną wypowiedź, która finalnie została oceniona na 100 procent!
A mama mówiła, że granie nigdy w życiu mi się nie przyda...
Bardzo fajnie napisane. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńBardzo fajnie napisane. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuń