Przemijanie
Ahh jak ten czas leci. Nowy rok, nowy ja i kolejny krok bliżej do grobu. Matura zbliża się wielkimi krokami, a mój brak umiejętności wymaganych do jej zdania coraz bardziej wdaje mi się we znaki. Gdzieś na horyzoncie widoczne już jest najbardziej popaprane skrzyżowanie na świecie, które nosi wdzięczną nazwę: "Ścieżki Życiowe". Przyglądając się mu z tej odległości odnoszę wrażenie, iż żadna z dróg do których się zbliżam nie jest właściwa. Osiemnastka stuknęła już jakieś ponad pół roku temu i jedyne co przyniosła ze sobą to podwyższenie wymagań innych ludzi w stosunku do mojej osoby. Powiadają, że to dopiero początek, a ja już czuję się jakbym za chwilę miał paść twarzą w sam środek rynsztoku wraz z towarzyszącym mi nieznośnym smakiem porażki. Z drugiej strony jest jeszcze odrobinę czasu...może da się nadrobić jeszcze braki w nauce, przygotować bardziej na dorosłe życie i jednak stawić czoła wyzwaniu, któremu sprostało już tyle miliardów ludzi?
Przemyślałem swoją obecną sytuację życiową jak nigdy, po czym stwierdziłem, że nie ma mowy, żeby mi się udało i wróciłem do ogrywania nowego dodatku do Assassin's Creed: Origins. Po kilku godzinach z Bayekiem znowu zacząłem się zastanawiać nad swoim życiem. W gruncie rzeczy większość czasu swojej marnej egzystencji spędziłem na graniu w gry. Mimo wszystko wydaje mi się, że nie było to przysłowiowe "bezmózgie nawalanie w klawiaturę". Była to pewnego rodzaju przygoda, która odegrała ogromną rolę w moim dorastaniu. Można nawet powiedzieć, że była to przygoda, która ukształtowała mnie i to właśnie w dużej mierze przez nią jestem tutaj gdzie jestem i właśnie taki jaki jestem.
W swoim życiu zagrałem w na prawdę pokaźną ilość produkcji growych. Ze zdecydowaną większością bawiłem się przednio. Do dziś w głowie zostały mi wspomnienia z ogrywania God of War 2 na starusieńkiej "plejstacji 2", lub z rozgrywki z Prince of Persia:Piaski Czasu na PSP, które skutecznie umilały mi pobyt w szpitalu. Do tego dochodzą jeszcze odpały w Minecraft, gdzie razem z kumplem Danielem przejmowaliśmy kolejne i kolejne serwery survival. Gwarantuję, że do dziś na niektórych krążą legendy o wielkich dragoxd i czupi1499(wtedy pod takim nickiem grałem), którzy pozostawiali za sobą jedynie śmierć, pożogę i opróżnione skrzynki....No może trochę przesadzam ale co napsuliśmy krwi innym graczom to nasze. Takich wspomnień są jeszcze setki, może nawet tysiące. Gry umożliwiały mi to czego potrzebowałem jako dziecko (odrobinę aspołeczne dziecko). Tworzyły świat do którego mogłem uciekać, który nie raz zaskakiwał i rozwijał moją wyobraźnię, świat, który bawił, fascynował, skłaniał do refleksji. Faktem jest, że czasem przebywałem przed ekranem za dużo czasu, jednakże nigdy nie przysporzyło mi to większych problemów. Od zawsze czułem różnicę między światem realnym a wirtualnym i nigdy nie dawałem pochłonąć się w całości temu drugiemu.
Korzystając z okazji chciałbym serdecznie podziękować wszystkim moim przyjaciołom, z którymi spędzałem długie chwile w wirtualnym świecie. Korag, Nexis, Candor(teraz już Un4low), Kacpigg, Dragoxd, ShadowBWA, ClearWater303, Drogba987, Kotu, Rickey, Pumas. To z wami grałem najwięcej. Z niektórymi gram do dziś. Może to i głupie ale kiedy myślę o tych wszystkich wspólnych gierkach to robi mi się jakoś tak cieplutko na serduszku...
OKEJJJ KUHWA. Troszkę się rozpisałem. Reasumując, po przemyśleniu mojego życia doszedłem do wniosku, że skoro granie w gry od zawsze sprawiało mi taką przyjemność, to czemu by nie reaktywować mojego starego bloga o tej tematyce (Jeśli blogiem można nazwać 3 posty na krzyż). Geneza tej strony sięga aż dwóch lat wstecz, czyli dokładnie pierwszej klasy liceum, kiedy to naszym zadaniem domowym z informatyki stało się utworzenie własnego bloga. Pierwotnie nosił on nazwę Wzjip i gry i wszelka praca na nim została przeze mnie porzucona, kiedy tylko zadanie domowe zostało sprawdzone. Teraz matura jest coraz bliżej, odczuwam coraz większą presję więc pomyślałem, że wrócę tutaj, żeby czasem się trochę rozluźnić i zacznę pisać o tym co kocham ... A kocham grać w gry. Kocham zanurzać się w światach wykreowanych przez twórców, przywiązywać się do wirtualnych postaci i z zapałem śledzić ich losy. Takich jak ja jest na świecie setki tysięcy. Jestem więc jedynie małą mróweczką...Małym, szarym...graczem.
Przemyślałem swoją obecną sytuację życiową jak nigdy, po czym stwierdziłem, że nie ma mowy, żeby mi się udało i wróciłem do ogrywania nowego dodatku do Assassin's Creed: Origins. Po kilku godzinach z Bayekiem znowu zacząłem się zastanawiać nad swoim życiem. W gruncie rzeczy większość czasu swojej marnej egzystencji spędziłem na graniu w gry. Mimo wszystko wydaje mi się, że nie było to przysłowiowe "bezmózgie nawalanie w klawiaturę". Była to pewnego rodzaju przygoda, która odegrała ogromną rolę w moim dorastaniu. Można nawet powiedzieć, że była to przygoda, która ukształtowała mnie i to właśnie w dużej mierze przez nią jestem tutaj gdzie jestem i właśnie taki jaki jestem.
W swoim życiu zagrałem w na prawdę pokaźną ilość produkcji growych. Ze zdecydowaną większością bawiłem się przednio. Do dziś w głowie zostały mi wspomnienia z ogrywania God of War 2 na starusieńkiej "plejstacji 2", lub z rozgrywki z Prince of Persia:Piaski Czasu na PSP, które skutecznie umilały mi pobyt w szpitalu. Do tego dochodzą jeszcze odpały w Minecraft, gdzie razem z kumplem Danielem przejmowaliśmy kolejne i kolejne serwery survival. Gwarantuję, że do dziś na niektórych krążą legendy o wielkich dragoxd i czupi1499(wtedy pod takim nickiem grałem), którzy pozostawiali za sobą jedynie śmierć, pożogę i opróżnione skrzynki....No może trochę przesadzam ale co napsuliśmy krwi innym graczom to nasze. Takich wspomnień są jeszcze setki, może nawet tysiące. Gry umożliwiały mi to czego potrzebowałem jako dziecko (odrobinę aspołeczne dziecko). Tworzyły świat do którego mogłem uciekać, który nie raz zaskakiwał i rozwijał moją wyobraźnię, świat, który bawił, fascynował, skłaniał do refleksji. Faktem jest, że czasem przebywałem przed ekranem za dużo czasu, jednakże nigdy nie przysporzyło mi to większych problemów. Od zawsze czułem różnicę między światem realnym a wirtualnym i nigdy nie dawałem pochłonąć się w całości temu drugiemu.
Korzystając z okazji chciałbym serdecznie podziękować wszystkim moim przyjaciołom, z którymi spędzałem długie chwile w wirtualnym świecie. Korag, Nexis, Candor(teraz już Un4low), Kacpigg, Dragoxd, ShadowBWA, ClearWater303, Drogba987, Kotu, Rickey, Pumas. To z wami grałem najwięcej. Z niektórymi gram do dziś. Może to i głupie ale kiedy myślę o tych wszystkich wspólnych gierkach to robi mi się jakoś tak cieplutko na serduszku...
OKEJJJ KUHWA. Troszkę się rozpisałem. Reasumując, po przemyśleniu mojego życia doszedłem do wniosku, że skoro granie w gry od zawsze sprawiało mi taką przyjemność, to czemu by nie reaktywować mojego starego bloga o tej tematyce (Jeśli blogiem można nazwać 3 posty na krzyż). Geneza tej strony sięga aż dwóch lat wstecz, czyli dokładnie pierwszej klasy liceum, kiedy to naszym zadaniem domowym z informatyki stało się utworzenie własnego bloga. Pierwotnie nosił on nazwę Wzjip i gry i wszelka praca na nim została przeze mnie porzucona, kiedy tylko zadanie domowe zostało sprawdzone. Teraz matura jest coraz bliżej, odczuwam coraz większą presję więc pomyślałem, że wrócę tutaj, żeby czasem się trochę rozluźnić i zacznę pisać o tym co kocham ... A kocham grać w gry. Kocham zanurzać się w światach wykreowanych przez twórców, przywiązywać się do wirtualnych postaci i z zapałem śledzić ich losy. Takich jak ja jest na świecie setki tysięcy. Jestem więc jedynie małą mróweczką...Małym, szarym...graczem.

screen:ac:origins zrobiony przeze mnie, a na nim Bayek na potężnym jednorożcu Tośku.
Komentarze
Prześlij komentarz